sobota, 24 sierpnia 2013

Jarmark Dominikański 2013 – relacja

W poprzednim poście zapowiadałam, że szykuję dla Was małą relację. Czasami zdarza mi się uczestniczyć w wydarzeniach kulinarnych, gdyż jest to świetny czas na zdobycie nowych doświadczeń i inspiracji, a poza tym można też kupić produkty często ciężko dostępne w zwykłych sklepach. Jak wiecie, nie lubię nudy w kuchni, więc chętnie poznaję newsy w dziedzinie kuchni, a jarmarki to świetna ku temu okazja, dlatego zapraszam Was dziś na małą relację śladami Gdańska i jej Starówki, bo o tym obszarze będę Wam wspominała.

Będąc w Gdańsku na przełomie lipca i sierpnia nie można zapomnieć o jednym z największych wydarzeń tego miasta – Jarmarku Dominikańskim . Rynek Starego Miasta przyciąga wtedy nie tylko rzeszę turystów, ale także mieszkańców. Z pewnością każdy znajdzie tam coś dla siebie, ze względu na targ staroci, kulinarne oraz modowe stoiska, koncerty i wiele innych.


Dla kucharzy – amatorów, jakim jestem jest to po prostu raj smaków. Można tu spotkać mnóstwo stoisk z regionalnymi smakami, m.in.: pieczywem, przyprawami czy wędlinami. Można tutaj zobaczyć tak naprawdę każdy region świata. To świetny moment, aby zrobić małe kulinarne zapasy, ja m.in. zaopatrzyłam się w przyprawy, na które bardzo długo polowałam. Poznałam smak lutenicy – bałkańskiej pasty, którą zamierzam teraz przygotować w domu. Wraz z A. zjedliśmy przepyszną turecką chałwę, która jest o niebo lepsza od sklepowych odpowiedników.  Taka lista moich zakupów byłaby dość długa, ale warto wspomnieć, że ceny są bardzo przystępne jak na produkty z całego świata. Robiłam małe rozeznanie w sklepach sprzedających produkty regionalne i można się czasami nieźle przestraszyć. Poza tym część budek oferuje także degustację, więc nie kupujemy w ciemno, co mnie bardzo cieszy, gdyż nie zawsze jestem zdecydowana, co chcę, szczególnie, gdy widzę coś nowego.


Owszem jarmarki organizowane są także w Warszawie, główne przed świętami, jednak ten w Gdańsku wygrywa ze wszystkimi. Ilość stoisk i jego różnorodność zachęci pasjonatów wielu dziedzin: wspomnianych wyżej kucharzy, smakoszy alkoholi, szafiarki, zbieraczy staroci lub obrazów etc.

Teraz natomiast zapraszam Was do obejrzenie zdjęć  z jarmarku, na których przestawiłam Wam najciekawsze wg mnie punkty tego wydarzenia. A ja przejdę dalej do mojej relacji.


Gdańska Starówka oprócz jarmarku przyciąga także licznymi restauracjami i kawiarniami. Chodząc od stoiska do stoiska można nieźle zgłodnieć, więc wybraliśmy się z A. do smażalni ryb – Oskar (przy gdańskim Żurawiu), w której się po prostu zakochałam! Już dawno nie jadłam tak dobrze usmażonej i świeżej rybki. Albo to ja byłam tak głodna, że wszystko mi smakowało:P Efektu na pewno dodawał fakt, że jedliśmy na pokładzie statku (chyba! – nie znam się na rodzajach sprzętu morskiego i wszystko kojarzy mi się ze statkiem). Od razu, gdy zobaczyłam to miejsce, wiedziałam, że muszę tam zahaczyć. Ceny były przystępne, a porcje duże (płaci się za wagę ryby; my wybraliśmy po mniejszym kawałku; w menu jest także wybór dodatków w postaci frytek, surówki itp.) .


A na koniec muszę Wam wspomnieć o moim odkryciu roku- lodach azotowych! Jako ciekawostkę wspomnę, że to jedyne takie miejsce na świecie (informacja od Sprzedającego).  Punkt w dzień nie został przeze mnie zauważony, natomiast spacerując wieczorem po Starym Mieście oczy przykuwał święcący neon. Ze względu na kolejki najpierw odpuściłam, jednak na drugi dzień nie wytrzymałam i wróciłam by spróbować. Punkt oferuje lody w smakach alkoholowych (whisky, brandy, rum, Soplica malinowa) i niealkoholowych (cytryna, kawa, czekolada). Ja wybrałam wersję cytrynową, za która zapłaciłam 6,5 zł. Pan, który przygotowywał mi loda w specjalnej maszynie był tak zaoferowany tym, że jestem blogerką kulinarną, która się zainteresowała jego miejscem, że prawie zapomniał ode mnie zapłaty:) . Mnie natomiast bardzo intrygowała nietypowa maszyna, w której te cuda powstają. Nasuwa mi się jedno pytanie: Czyżby niespełniony chemik z genialnym pomysłem na biznes? Musicie przyznać, że pomysł miał niezły, ludzie są ciekawi nowości, więc produkt się sprzedaje. Może pora pomyśleć o ekspansji na inne miasta? A może lepiej pozostać oryginalnym i stanowić w przyszłości jedną z atrakcji Gdańska? Sama nie wiem, co lepsze. Jednak za sam pomysł wielkie brawa i jeżeli teraz czyta to ta osoba to serdecznie pozdrawiam!;) A smak lodów jest po prostu genialny, są one wyraziste w smaku i ciut inne od tych typowych. Do kubeczka z lodem dodawana jest bita śmietana i tutaj kolejny wielki plus – naprawdę bardzo dobrej jakości.  Jeżeli mieszkacie w okolicach lub kiedyś będziecie w Gdańsku to musicie przy okazji spróbować lodów azotowych Apokalipso. Ja tylko żałuję, że nie mam ich bliżej siebie.


Pozdrawiam,
Anulla

37 komentarzy:

  1. uwielbiam takie jarmarki! tyle pysznych rzeczy w jednym miejscu:)
    ja byłam ostatnio w Tykocinie, u nas na Podlasiu na Biesiadzie Miodowej i mam zapas miodu na całą zimę:)
    Miło zobaczyć Cię na zdjęciu, fajna babeczka z Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam trzy razy na tym jarmarku, za każdym razem odkrywałam coś nowego, ale pamiętam ten pierwszy, miałam chyba z 10 lat i stałam w długim ogonku po fajne lniane spodnie...
      A teraz jarmark przykuwa masą kolorów, produktów, bardzo to lubię :)

      Usuń
    2. Bardzo lubię takie jarmarki, a dominikański odwiedziłam tak ze 3 razy, dopiero :)

      Usuń
    3. Kasia Jurek:ja również uwielbiam jarmarki - to nie tylko skarbnica kolorów, o których piszesz, ale i smaków:D
      Karmel: to żeś poszalała z tym miodem! dziękuje - czas najwyższy się ujawnić bardziej:P

      Usuń
  2. Ja niestety mam zbyt daleko do Gdańska :-( a szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja może nie mam rzutu beretem, ale Gdańsk uwielbiam i fajnie było do niego wrócić i trafić na jarmark:D

      Usuń
  3. Ja tez je uwielbiam, zawsze jest tam tyle pyszności :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś byłam na tej imprezie i bardzo mi się podobało, choć powiem, że tłumów nie lubię:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też wolę bez tłumów, ale na tego typu imprezach trzeba się z nimi liczyć i nawet mi one nie przeszkadzają:)

      Usuń
  5. super sprawa, widać, że świetnie się bawiłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda!:) chętnie bym wróciła - szczególnie na te lody azotowe:D

      Usuń
  6. Po zdjęciach widać że wycieczka się udała. Ale przyznam się szczerze że jestem tak zmęczona że już nie mam siły czytać. czekam tylko aż mi się leczo w słoikach zagotuję i idę do mojej poduszeczki. Obiecuję przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jarmarki uwielbiam :)) Zdjęcia świetne :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale czad! i ja ominęłam nie miałam pojęcia o tych lodach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to musisz koniecznie je spróbować;) Tym bardziej, że są to Twoje rejony:)

      Usuń
  9. Teraz popijając kawę przeczytałam artykuł.
    Jarmarki to jest naprawdę świetne miejsce na spędzenie wolnego czasu, można zobaczyć, skosztować oraz nabyć wiele ciekawych rzeczy. Zazdroszczę tej pysznej ryby:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniałe przeżycie i doświadczenie! :) Wybrałabym się też chętnie na ten jarmark :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tak. Znam to uczucie, kiedy nie wiadomo czego spróbować, co dotknąć i co kupić. Przez tyle lat przyciągał mnie Jarmark Św. Dominika...W końcu się ciut znudził. Wdarła się chińszczyzna i paski za 5zł. Najlepsze były czasy, kiedy były wyłącznie do kupienia antyki, starocie, używane książki i wspaniałe jedzenie.... Mimo wszystko uważam, że warto się tam wybrać! A sam Gdańsk? No wiesz- moje miasto, więc kocham je do bólu! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak wiem wiem! Ale ja również je uwielbiam. Jest genialne architektonicznie. A antyki są nadal, jedzenie też można wyhaczyć ciekawe, ale wiadomo wszędzie się wkradają różne rzeczy i wspomnienie lepsze będą z dzieciństwa - mam podobnie z wieloma rzeczami:)

      Usuń
  12. Bardzo lubie ten jarmark :)
    a szczególnie pajde chleba ze smalcem!;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna relacja, sama chętnie wzięłabym w czymś takim udział:) A te lody mnie także zaintrygowały!:)

    OdpowiedzUsuń
  14. jak pojadę do mamy, to na pewno skiknę kupić takie lody :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam takie imprezy i bardzo często biorę w nich udział :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety nie miałam okazji być na Jarmarku w Gdańsku. Może to się kiedyś zmieni :) A te lody czad! Chętnie bym spróbowała także alkoholowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz też bym wzięła alkoholowego:D na pierwszy ogień wolałam zwykłego, aby mieć porównanie:D

      Usuń
  17. Byłam z 8 lat temu chyba w tym czasie w Gdańsku i też się na Jarmark załapałam, super było ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. byłam kiedyś na takim jarmarki i czułam się tam jak ryba w wodzie:) te smaki i zapachy nie do opisania:)

    OdpowiedzUsuń
  19. W nocy wróciłam z weekendowego wyjazdu do Trójmiasta i tak, jak Ty - uwielbiam je :) a Gdańska starówka zachwyca mnie za każdym razem, ma świetny klimat, zupełnie inny, niż starówka w Warszawie. Spacerując po gdańskiej starówce natrafiłam na "budkę" z lodami azotowymi. Zauważyłam ją dopiero drugiego dnia, całkiem przypadkiem. Muszę powiedzieć, że klientów przy niej nie było, a szkoda, ponieważ przeczytawszy Twoją wypowiedź uważam, że warto zahaczyć o te miejsce i spróbować takiego rarytasa, zamiast po raz kolejny kupować sobie słynne włoskie lody kręcone. Niestety, ja nie miałam już miejsca w żołądku, aby ich spróbować, ale wiem jedno - jest to kolejny powód dla mnie, aby za rok (już po raz kolejny) wrócić do Gdańska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, warszawska Starówka nie umywa się do gdańskiej. Ja też pierwszego dnia ją przegapiłam, aczkolwiek wieczorem, gdy dużo się działu na Starówce bo był koncert to były spore kolejki, więc odpuściłam, co nie zmienia faktu, że wiedziałam, że muszę je spróbować jeszcze przed wyjazdem. To fakt zamiast brać lody włoskie, które wahają się w podobnych cenach, ja wolę spróbować nowości:)

      Usuń
  20. lubię tego typu eventy ;) zawsze chodzę jak małe dziecko i podziwiam wszystkie te smakołyki. Najchętniej wykupiłabym połowę! :)


    PS. U mnie mały konkurs w formie rozdania. Trzeba odpowiedzieć na jedno, krótkie pytanko. Zapraszam Cię serdecznie do wzięcia udziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo lubię ten jarmark i miałam okazję być na nim parę razy!
    Lody azotowe, czyli chłodzone -zamrażane płynnym azotem. Miałam okazję wypróbować, więc odrazu powiem, że pan nie jest jedynym co robi takie lody…poza tym azotu używa się również do konserwacji pakowanej żywności, głównie mięsa, a jako biolog mogę dodać, że płynnym azotem zamraża się po prostu wszystko.
    Pozdrawiam serdecznie Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze poznać zdanie eksperta w tej dziedzinie:) ja tylko byłam zwykłym konsumentem i podkreśliłam to, co przekazano mi w rozmowie:) Aczkolwiek wiem, że lody Apokalipso są opatentowane, bo trafiłam przypadkiem na informacje urzędu patentowego w BIP-ie.
      Dziękuję jednak za przydatne w tej dziedzinie info!:)

      Usuń
  22. witam wszystkich,
    Dziękuję Anulla za tak fajny opis mojego punktu, dopiero dzisiaj wszedłem na tą stronę (odpowiadając od razu, tak przeczytałem i również Cię pozdrawiam!)
    Dzięki za wszystkie pozytywne opinie i ciepłe słowa. To niesamowicie budujące, kiedy wdraża się jakiś szalony pomysł walcząc ze wszystkimi instytucjami jakie można sobie wyobrazić, a później nie chcący wchodzi się na taką stronę jak ta.
    Obecnie pracuję nad rozbudową maszyny, zapraszam w wakacje na jeszcze bardziej ulepszoną ich wersję. Mam nadzieję że Was nie zawiodę.
    Ps. co do unikatowości tych lodów, to nadal podtrzymuję że nie ma na świecie takich lodów - nie chodzi tu o sam fakt mrożenia azotem, ale sposób ich produkcji, tzn. technologia ich przygotowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doskonale wiem jak takie słowa budują, sama pamiętam jak zaczynałam przygodę z blogiem - trochę dla przygody, trochę by wreszcie to wszystko uporządkować, co było na kartkach i nie spodziewałam się takiego odzewu, a tym bardziej, że sama się tak rozwinę (i to nie tylko kulinarnie). Co do instytucji, szczególnie specyfiki urzędu to będę trochę bronić, Ci pracownicy nie zawsze wiele mogą - prawo wyznacza ramy, które urzędnicy wykonują i nie zawsze mogą iść na rękę - szczególnie gdy regulacja jest obligatoryjna a nie fakultatywna, bo inaczej sami naruszają przepisy. Wielu ludzi niestety tak na to nie patrzy, choć wiem, że urzędnicy mają być dla obywatela i mu starać się pomóc (ale w granicach prawa) i może być bardzo miły, ale po prostu nie móc.
      Strasznie lubię Gdańsk, ostatnim czasem nie byłam w nim kilka lat, więc mam nadzieję, że teraz szybciej wrócę - szczególnie na te lody (tym razem alkoholowe!:)).
      Ps. prawo nie jest mi obce, ale kwestie biologiczno - chemiczne już tak:P

      Usuń

Podpisz się pod komentarzem, jeżeli jesteś Anonimowy:)